bł. Laura Vicuna BWS (1891-1904)




Dar miłości małej Laury

bł. Laura Vicuna Życiorys małej Laury nie powstał z legend i fantastycznych opowieści wielu osób. Jest to 353 strony dużego formatu, zawierających zeznania pod przysięgą osób, które ją znały. Badania tych dokumentów przez specjalistów trwały prawie sto lat.

Wśród zaprzysiężonych świadków znalazła się jej siostra Julia Amanda Vicuna i ks. August Crestanello, spowiednik Laury przez cztery lata.

Jej ojciec, Jose Domingo, był żołnierzem zawodowym i pochodził ze szlacheckiej rodziny. Popadł w niełaskę rodziny, ponieważ poślubił "krawcową", Mercedes Pino. W czasie rewolucji w sierpniu 1891 r. (Laura była niemowlakiem, miała wtedy zaledwie 4 miesiące) Jose Domingo stanął po stronie prezydenta Jose Balmaceda. Niestety prezydent przegrał, a wierne mu wojsko zostało rozgromione. Jose Domingo schronił się w Temuco, 500 km na południe od Santiago. Tu przyszła na świat druga córka, Julia Amanda, którą Laurita, jak ją pieszczotliwie nazywano, będzie pielęgnować do końca swego życia. W 1897 r. (Laurita miała 8 lat, a Julia 3 lata) zmarł ojciec.

Matka została niespodziewanie wdową, bez żadnych środków do życia, z dwojgiem dzieci. Zaczyna szyć. Szuka pracy wśród sąsiadów. Po dwóch latach jest całkowicie wyczerpana i bez nadziei na utrzymanie dziewczynek.

Temuco leży u podnóża And. Wiele biednych, zdesperowanych rodzin łączy się w karawany i wspólnie przedzierają się przez te niebosiężne góry. Tak emigrują do Argentyny. W jednej z takich wypraw latem 1899 r. wzięła udział i Mercedes Pino z dwojgiem dzieci. Zatrzymała się po argentyńskiej stronie w Las Lajas.

Niestety samo przejście przez góry nie rozwiązało problemów życiowych. Po kilku miesiącach młoda jeszcze, sympatyczna i miła wdowa, która chciała pracować za wszelką cenę, znowu znalazła się bez środków do życia, gdyż pracy nie było. Jeden ze świadków, Lopez Urrutia, powiedział, że "Manuel Mora, po wyjściu z więzienia w Chos-Malal, gdzie odbywał karę, poślubił Mercedes Pino i zabrał ją do estancia w Quilquilhue". Były to bezludne okolice podandyjskie. Manuel miał tam dwa gospodarstwa, estancias, gdzie hodował bydło. Pomagali mu najemni robotnicy i rodzina, a wszyscy bezwzględnie mu podlegali. Był typowym argentyńskim gaucho, silnym oraz zuchwałym, stale jeżdżącym konno i szukającym zaczepki. Wówczas mógł mieć ze czterdzieści lat. Był w więzieniu, a przecież nie bez przyczyny tam się znalazł. Hodowcą był słabym, natomiast zachowywał się jak średniowieczny feudał. Nie wiadomo kiedy, stawał się - z grzecznego i uprzejmego - brutalny i okrutny.

Misjonarz salezjański, ks. Zaccaria Genghini, który pracował tam wiele lat powiedział, że "pani Pino, będąc samotną wdową z dwojgiem dzieci na utrzymaniu, zgodziła się żyć razem z Manuelem. Czyniło tak samo wiele kobiet w tamtych okolicach. Nikt się temu tutaj nie dziwił".

Na rozległej estancia Laurita i Julia Amanda mogły się najeść po raz pierwszy do syta, nosiły piękne sukienki a pani Pino, jako cenę za to, zgodziła się żyć z mężczyzną bez ślubu i znosić częste upokorzenia i złe traktowanie.

20 km od ich posiadłości była miejscowość Junin de los Andes. Liczyła 300 mieszkańców i leżała 780 m ponad poziomem morza. Siostry Salezjanki otworzyły tu przed rokiem szkołę misyjną dla okolicznych dziewczat. 21 stycznia 1900 r. pani Pino poprosiła siostry o przyjęcie do szkoły obu córeczek: Laurity - wówczas dziewięcioletniej i Julii Amandy - sześciolatki. Zanim córki i matka dotarły do sióstr, zatrzymały się w tamtejszej gospodzie. Carmen Ruiz, wtedy będąca dziewczynką, zaświadczyła, że "przybyły na koniu i zostały podjęte przez moją matkę. Pani Mercedes opowiadała, że jest tutaj po raz pierwszy, a skierował ją do nas Manuel Mora".

W rejestrze uczennic zanotowano pod datą 21 stycznia 1900 r.: "Julia Amanda, 6 lat, i Laura, 9 lat, córki Mercedes Vicuna, Chilijki, płacą miesięcznie 15 pesos każda". Cyfra ta może wydawać się mała, ale dla ludzi biednych, którzy nic nie mieli, była to duża suma. Pani Mercedes płaciła za nią codziennym upokorzeniem. Dla Manuela Mora był to "grosz", jaki rzucał na stół, zakładając się o szybkość swoich koni.

Mercedes sądziła, że Laura będzie tęsknić. W rzeczywistości tęskniła za domem Amanda. Laura czuła się w szkole bardzo dobrze. Obie przybyły do sióstr jeszcze przed początkiem roku szkolnego, który zaczynał się dopiero l kwietnia.

Opłata za utrzymanie była niewielka, ale też i sama szkoła, wyżywienie, w ogóle utrzymanie były bardzo skromne. Zima zaczynała się w czerwcu i w nie ogrzewanym domu było przez kilka miesięcy naprawdę chłodno. Mimo to Laura i Amanda, spędziły tu 9 szczęśliwych miesięcy. Były 33 uczennice; wszystkie dziewczęta pochodziły z biednych, wieśniaczych rodzin. Łatwiej było im siedzieć na koniu, niż trzymać w ręku pióro i igłę do szycia. Wychowawczynią i nieodłączną towarzyszką dziewcząt była siostra Rosa Azocar. Ona sama napisała: "Zawsze i wszędzie byłam z wychowankami. Towarzyszyłam im w szkole, na boisku, w jadalni, w kaplicy, w sypialni, na przechadzce. Bawiłam się z nimi, uczyłam je modlić się. Po południu zawsze była praca i modlitwa". Uczennice wspominają, że s. Rosa była zawsze radosna, pogodna. Tą radością i pogodą ducha promieniowała na otoczenie.

Ksiądz Crestanello, spowiednik Laury, dał świadectwo, że "siostry szybko uświadomiły sobie zalety ducha Laury. Była z usposobienia spokojna, a przy tym skromna i prosta w zachowaniu, dała się lubić".

Zaprzyjaźniła się serdecznie z Mercedes Vera, którą zdrobniale wołano Merceditas. Pochodziła z zamożnej i pobożnej rodziny, mieszkającej w Junin. Jej rodzona siostra Maria, została 25 maja tego roku aspirantką, a potem siostrą salezjanką. Także Merceditas i Laura chciały kiedyś wstąpić do sióstr. Często zwierzały się sobie z tych pragnień.

Mama, Mercedes Pino, przyjeżdżała co miesiąc do sióstr, aby spotkać się z córkami i zapłacić czesne. Całą macierzyńską tęsknotę i czułość wylewała wtedy na małą Amandę. Laura czuła się trochę zaniedbana przez matkę i cierpiała z tego powodu. Pytała, co się dzieje na estancji, ale matka zbywała ją ogólnikami. Niecierpliwie czekała na wiadomość, że matka powie jej o rychłym ślubie kościelnym z Manuelem Mora, ale takiej informacji nie dostała nigdy.

Siostra Rosa pisze: "Gdy po raz pierwszy na lekcji religii mówiłam o sakramencie małżeństwa, powiedziałam, że ci, którzy żyją razem bez sakramentalnego związku, popełniają grzech ciężki. Laura, gdy to usłyszała, jakby omdlała... Zresztą w tym czasie zaledwie niektóre rodziny w tych okolicach żyły w katolickim związku małżeńskim. Dlatego też trzeba było pouczyć dziewczęta o podstawowych obowiązkach wynikających z wiary".

Pierwszego stycznia 1901 r. uroczyście zakończono rok szkolny, z nagrodami dla najlepszych, i zaczęły się wakacje. Estancja była wspaniale położona. Wokół roztaczały się pofałdowane równiny, pokryte zielenią łąk, na których wypasano ogromne stada bydła. W dali widać było wysokie góry, ze szczytami pokrytymi bielą śniegu, wszędzie czyste powietrze, słońce... Laura i Amanda po trudach szkoły zażywały teraz wolnego życia na łonie natury. Kosztowały wiejskie smakołyki. Rodziny pasterzy przyjęły z radością obie dziewczynki. Małe bawiły się z rówieśnikami, tarzały po trawie, biegały... Jedna tylko rzecz zasmuciła Laurę. Któregoś dnia widząc, że córki się modlą, matka ostrzegła: "Możecie się modlić, ile i gdzie chcecie, ale nie róbcie tego na oczach pana Mora. Na pewno będzie się mocno gniewał". Matka zresztą unikała wspólnej modlitwy z dziewczynkami, co bardzo bolało Laurę.

Kiedy Laura miała 10 lat, w drugim roku szkoły, przystąpiła do Pierwszej Spowiedzi i Komunii św. Było to 2 czerwca 1902 r. Na uroczystości jej mama była obecna, ale niestety nie przystąpiła do sakramentów. Gdy siostra Rosa zapytała ją potem, czy w tym pięknym dniu pamiętała o matce, Laura odpowiedziała: "Nie zapomniałam o nikim". W dniach bezpośredniego przygotowania do przyjęcia sakramentów zapisała w notesiku "trzy postanowienia", które zachowały się do dziś.

"Po pierwsze: O mój Boże, chcę Cię kochać przez całe życie; dlatego oddaję Ci duszę, serce i całą siebie. Po drugie: Wolę raczej umrzeć niż obrazić Cię grzechem: dlatego chcę wyrzec się wszystkiego, co mogłoby mnie od Ciebie oddalić. Po trzecie: Postanawiam, na ile mnie stać, zrobić wszystko, abyś był znany i kochany; postanawiam też wynagradzać obrazę, jaka Cię spotyka każdego dnia od ludzi, zwłaszcza od osób z mojej rodziny. Boże mój, daj mi życie naznaczone miłością, umartwieniem, oflarą".

8 grudnia 1902 r., w święto Niepokalanej, Laura została przyjęta do grona "Córek Maryi". Była to grupa, do której należały najlepsze wychowanki sióstr. Amanda powiada, że "dzień, w którym dostała niebieską wstążkę i medalion Córki Maryi, był dla niej jednym z najszczęśliwszych w życiu".

2 stycznia rozpoczęły się wakacje. Obie dziewczynki powróciły po raz drugi na estancję, aby odpocząć po trudach szkoły. Spodziewały się, że będzie to czas radości i szczęścia, jak ubiegłego roku. Niestety, dla Laury był to czas trudny i bardzo bolesny. Manuel Mora był niepohamowany w swych zachciankach. Zaczął pożądać jedenastoletniej dziewczynki. Amanda zaświadcza: "Byłam mała i niczego nie rozumiałam... Mama potem opowiadała mi, że moja siostra przeżyła na estancji momenty bardzo trudne dla swej cnoty". Wyszła z niebez-pieczeństwa cała, dzięki odwadze i stanowczości, ponad swój wiek. Historie tego typu najczęściej przemilcza się albo zbywa się półsłówkami.

Claudina Martinez, u której, po śmierci Laury, mieszkała i zwierzała się Mercedes Pino, rzekła, że "któregoś dnia Mora wygnał matkę z domu, aby pozostać sam na sam z Laurą. Ta jednak stawiła mu opór i uciekła z domu". Mówiąc o tym, matka miała łzy w oczach. Była świadkiem tej sceny zza okna. Pani Martinez wspomniała też o święcie, jakie zorganizowano po targu bydła; w dużym pomieszczeniu odbył się bal. Laura nie chciała brać w nim udziału. Manuel, prawdopodobnie pijany, wypędził ją na dwór, gdzie było bardzo zimno, a matkę zbił. Także Giuseppina Ferre stwierdziła, że "Mora prześladował bardzo Laurę, odzywał się do niej ordynarnie i podobnie się zachowywał".

Aby dokuczyć i matce, i dziewczynce, Mora oświadczył, że nie będzie płacił czesnego za obie pasierbice. Chciał w ten sposób zmusić Laurę do pozostania w domu. Nie wiadomo w jaki sposób dowiedziała się o tym dyrektorka szkoły. Siostry zaproponowały, aby Laura pozostała w szkole przez pięć lat, nie płacąc wcale. Matka zaopatrzyłaby ją tylko w ubranie i buty. Utrzymanie otrzymałaby za darmo, pomagając trochę siostrom.

Dlaczego pięć lat? Odpowiedź jest prosta. Laura ukończyłaby wtedy 16 lat i mogłaby wstąpić do nowicjatu sióstr. Jej spowiednik, ks. Crestanello, powiedział, że Laura od dawna na serio pragnęła zostać salezjanką.

Od l kwietnia 1902 r. Laura jest znów w szkole. Jej przyjaciółka Mercedes otrzymuje z rąk ks. biskupa Jana Cagliero "czarną pelerynkę" aspirantek. Z tej okazji także i Laura rozmawia z ks. Biskupem. Pyta, czy i ona nie mogłaby być przyjęta do grona "aspirantek" do zgromadzenia sióstr. Biskup J. Cagliero przypatruje się z uśmiechem dziewczynce i powiada, że jest jeszcze za mała, aby podjąć taką decyzję. Rzeczywiście, jest o 3 lata młodsza od Mercedes.

W niedługim czasie Laura dojrzewa ponad swój wiek. Siostrzyczka wspomina, że umartwiała się, zachęcała ją do modlitwy w intencji matki. Także ks. Crestanello stwierdził, że sytuacja matki zatruwała jej życie. "Cierpiała w tajemnicy swego serca". Pewnego dnia jednak podjęła śmiałą decyzję: ofiaruje za matkę swoje życie. "Przyjmie dobrowolnie śmierć za zbawienie matki". Poprosiła o zgodę spowiednika. Ten długo się wahał.

Przyszły wakacje 1903 r. Laura spędziła je z siostrami w szkole. Chodziła na długie przechadzki, w czasie których dość ostre powiewy wiatru chłostały policzki, a słońce ją ogrzewało. Można było zapomnieć o szkole i trudzie nauki. Nie starczało jedzenia, ale nie brakowało radości.

I znów l kwietnia zaczął się nowy rok szkolny... Wszystko zdało się przebiegać normalnym trybem. Ale zimą (w lipcu) na południu Andów zrywają się straszliwe wichury. Rzeki występują z brzegów. Niektóre miejscowości znikają z powierzchni ziemi. Wieczorem 16 lipca wylewa także rzeka, która przepływa obok Junin. Woda zalewa miejscowość, szkołę, boisko, sypialnie. Siostry i uczennice ogarnia panika. Wszędzie lodowate zimno i woda. Udaje się im wreszcie schronić w wyższej części miejscowości. Wszyscy modlą się, szczękając zębami od zimna. Po jakimś czasie wszystko wraca powoli do normy. Laura jednak od tej nocy nie może przyjść do siebie, wstrząsa nią nieustanny kaszel. Z każdym dniem traci siły. Jej piękna buzia staje się przerażająco blada.

We wrześniu przybywa w odwiedziny jej matka. Zaczyna się podandyjska wiosna. Wraca ciepło. Matka postanawia przenieść ją na jakiś czas do estancji. Laura nie chce, ale gdy mama nalega, odpowiada: "Jeżeli Jezus chce tego ode mnie, niech się dzieje Jego wola".

Niestety na folwarku nie ma lekarza, nie ma nikogo, kto mógłby leczyć Laurę. Natomiast w Junin jest przynajmniej aptekarz. W pierwszych dniach listopada matka wraca tam z obiema córeczkami. Postanawia nie wracać więcej na estancję. Amandę powierza siostrom; ją samą i Laurę przygarnia, w ubogiej chatce, pani Felicinda Lagos.

W styczniu 1904 r. zdrowie Laury pogarsza się jeszcze bardziej. Gorączka nie opuszcza jej dzień i noc. W połowie miesiąca przyjeżdża konno Manuel Mora. Chce znów zabrać Mercedes na swój folwark. Ponieważ ta odmawia, postanawia spędzić noc tutaj, w domu. Laura ostatkiem sił podnosi się na łóżku i protestuje: "Jeżeli on tu pozostanie, ja idę do sióstr". Wychodzi z domu i udaje się w kierunku szkoły. Manuel dopędza ją, rzuca na ziemię i zaczyna bić aż do krwi. Byłby ją zabił, w szale wściekłości, gdyby nie interweniowała pani Felicinda Lagos, która wyskoczyła z domu, słysząc krzyk Laury.

Manuel wskakuje na konia i odjeżdża. Przez kilka dni Laura walczy ze śmiercią. 22 stycznia po południu przyniesiono jej wiatyk. Wtedy zdradza matce swój sekret: "0d dawna ofiarowałam moje życie za ciebie... Przyrzekasz mi?". Są przy tym obecni Merceditas i ks. Genghini. Zdumiona matka patrzy szeroko otwartymi oczyma na córkę, wreszcie ściska jej ręce i szepcze przez łzy: "Przysięgam ci, córeczko!".

Laura zmarła o godzinie 18.00 tego samego dnia - 22 stycznia 1904 r. Następnego dnia Mercedes Pino spowiada się u ks. Genghini i przy trumnie córki przystępuje do Komunii św.

W Junin, gdzie Laura przeżyła prawie cale swoje krótkie życie, nikt nie miał aparatu fotograficznego. Dlatego nie mamy żadnej jej fotografii. W oparciu o słowa siostry pewien malarz stworzył piękną buzię - "oficjalny" obraz Laury Vicuna. Jej prawdziwe oblicze, przesłonięte welonem cierpienia za dręczące świat zło, zna tylko Bóg.

5 września 1988 r. Jan Paweł II ogłosił ją na Colle Don Bosco, w obecności tysięcy młodzieży z całego świata, błogosławioną.