św. Kalikst Caravario SDB (1903-1930)




Męczennik salezjański

ks. Kalikst Caravario Ksiądz Kalikst Caravario urodził się 8 czerwca 1903 r. w rodzinie robotniczej w Cuorngne koło Turynu w północnych Włoszech. Gdy miał pięć lat, rodzice przenieśli się do Turynu i zamieszkali blisko Porta Nuova. Niedaleko ich było oratorium salezjańskie św. Józefa, w którym gromadzili się chłopcy. Sam Kalikst też chętnie tam uczęszczał. Oratorium stało się dla niego drugim domem. Spotkał tu salezjanów, z którymi będzie potem pracować w Chinach: kl. Karola Braga i ks. Sante Garelli. W 1914 r. zaczął uczyć się w gimnazjum salezjańskim na Valdocco. Już wtedy ten dobry z natury chłopiec interesował się bardzo misjami. Był czysty i piękny duchowo, jak Dominik Savio. W 1918 r., mając zaledwie 15 lat, wstąpił do nowicjatu w Foglizzo Canavese, gdzie 19 września 1919 r. złożył śluby. Właśnie wtedy ks. K. Braga, jego dotychczasowy wychowawca, wyjechał na misje do Chin. Żegnając go, Kalikst powiedział: "Na pewno i ja pojadę tam za księdzem". W 1822 r. przeżył spotkanie z ks. biskupem A. Versiglia, który przybył z Chin na Kapitułę Generalną, a w dwa lata potem wzruszające spotkanie z ks. Sante Garellim, znajomym z oratorium przy Porta Nuova. Ksiądz K. Garelli opowiadał klerykom o nowo otwartym domu salezjańskim w Szanghaju, gdzie koniecznie potrzebowano ludzi do pracy. Tym razem Kalikst nie dał za wygraną. Tak długo nalegał u przełożonych, aż zgodzili się na jego wyjazd do Chin wraz z ks. K. Garelli. W niedzielę poprzedzającą wyjazd misjonarzy odbyło się uroczyste pożegnanie w oratorium św. Józefa. Pani Róża Caravario zwróciła się do ks. K. Garelli: "Chętnie poświęcam mego syna ks. Bosko. Powierzam go opiece księdza. Proszę bardzo, niech ksiądz będzie mu ojcem". Gdy ks. Kalikst odjeżdżał, matka wyciągnęła małe zawiniątko i włożyła synowi w ręce. Były to oszczędności, jakie uzbierała, prawdziwy "wdowi grosz" oddany Bogu na misje.

7 października 1924 r. księża pożegnali Turyn. Oprócz salezjanów do pracy w Szanghaju jechała grupa nowicjuszy do Ho Sai.

Kalikst przybył najpierw do Szanghaju, gdzie uczył się chińskiego, francuskiego i angielskiego. Pisał do matki: "Kochana Mamo! Choć mam 20 lat, jak dzieciak uczę się dopiero pisać i wymawiam niektóre wyrazy. Chiński nie jest łatwy, ale gdy Mamusia się pomodli za mnie, Twój Kalikst da sobie radę ze wszystkim". W kilka miesięcy potem napisze: "Kochana Mamo! Teraz wiadomość, która Ci na pewno sprawi radość. Dziś po raz pierwszy uczyłem chłopców po chińsku... Z radością spostrzegłem, że mnie dość dobrze zrozumieli".

Dzieło salezjańskie rozrastało się i w internacie wkrótce było już 300 bezdomnych chłopców. Pisze wtedy znów do matki: "To prawda, że opuściłem Cię, Mamo, ale pomyśl, ilu tu jest chłopców, którzy w ogóle nie mają matki...".

Kalikst pracował w Instytucie ufundowanym przez bogatego filantropa chińskiego Lo Pa Honga. Studiował też teologię.

Nad Szanghajem w tym okresie zebrały się chmury Rewolucja wywołała wojnę domową i pobyt tutaj stał się niebezpieczny. Ksiądz K. Garelli przyrzekł matce opiekować się Kalikstem. Odesłał go więc razem z pięciu innymi współbraćmi do Macau, skąd został przewieziony na Timor. Po dwóch latach wrócił do Macau.

Przed podróżą do Chin kl. K. Caravario powiedział: "Jadę do Chin, gdzie mnie czeka męczeństwo". Przełożeni przeznaczyli go do pracy w wikariacie apostolskim Shiu Chow. Tam otrzymał 18 maja 1929 r., z rąk ks. biskupa A. Versiglia, święcenia kapłańskie. Tego dnia pisał do matki: "Piszę Ci, Moja Najdroższa Mamo, z sercem przepełnionym radością. Dzisiaj zostałem wyświęcony na kapłana przez naszego biskupa salezjańskiego. Twój Kalikst jest kapłanem na wieki. Podziękuj serdecznie Bogu razem ze mną za tę wielką łaskę. Jutro po raz pierwszy udam się do ołtarza, aby odprawić Mszę św. w samo święto Zesłania Ducha Św. Bóg po raz pierwszy zagości w moich dłoniach. Zatem Twój Kalikst już nie jest więcej Twój. Musi należeć zupełnie do Chrystusa i oddać się całkowicie Jego służbie. Ufam, że Bóg da mi tę łaskę. Módl się, Mamo, o to, bym był świętym kapłanem... bez reszty oddanym Bogu. Czy czas mego kapłaństwa będzie długi, czy krótki? Nie wiem. Najważniejsze, żebym czynił wiele dobrego i, gdy stanę przed Bogiem, abym mógł powiedzieć, że łaski, których mi udzielił, zaowocowały".

Jego pierwszym miejscem pracy misyjnej było Lin Chow. W początkach lutego 1930 r. ks. biskup A. Versiglia poprosił ks. K. Caravario, by mu towarzyszył w podróży wizytacyjnej po placówkach misyjnych na tamtych terenach. 24 lutego wyruszyli w podróż. A następnego dnia, 25 lutego 1930 r., niespodziewanie zginęli jako męczennicy.

Ksiądz biskup A. Versiglia i ks. K. Caravario płynęli pod prąd barką w kierunku Lin Chow. Razem z nimi byli dwaj chińscy katechiści i trzy uczennice szkoły katechetycznej z Shiu Chow. Około południa zatrzymała ich grupa partyzantów - bandytów. Zażądali od misjonarzy 500 dolarów wykupu, zagrozili zastrzeleniem. Potem zażądali wydania im dziewcząt. Ponieważ misjonarze nie chcieli ani zapłacić, ani tym bardziej wydać dziewcząt, przemocą wyrzucono ks. Biskupa i ks. Kaliksta z barki na ląd i straszliwie pobito kolbami karabinów. Wtedy bandyci próbowali znieważyć dziewczęta, ale obaj zmasakrowani misjonarze nie pozwolili im na to. Związano więc obu, zawleczono do pobliskiego lasku bambusowego, skąd wkrótce rozległo się pięć strzałów Dziewczęta zaczęły płakać. Partyzanci zaczęli z wielką radością wykrzykiwać: "Zostali zabici, zabici!".

W pięć dni potem regularne wojsko rozpędziło bandę i wyswobodziło uwięzione w pobliskiej świątyni dziewczęta. Odzyskano też zwłoki męczenników, zagrzebane w piasku nad brzegiem rzeki. Stwierdzono, że księża otrzymali strzały w głowę; ks. K. Caravario miał również zmiażdżoną lewą kość jarzmową. Księdzu Biskupowi ukradziono pierścień i krzyż. Pogrzeb odbył się 5 marca 1930 r. Był imponujący. Wysoki urzędnik cesarza chińskiego, Mandaryn, w swoim przemówieniu użył takich słów: "Kościół katolicki jest wspaniałą instytucją. Potrafi wychować i dać społeczeństwu ludzi, którzy aż do śmierci stoją na straży swych obowiązków, ludzi gotowych nawet umrzeć za swe duchowe dzieci".

15 maja 1983 r. w czterechsetną rocznicę przybycia o. Ricci do Chin i w siedemdziesiątą siódmą rocznicę otwarcia misji salezjańskich w tym kraju, Ojciec św. Jan Paweł II ogłosił obu męczenników salezjańskich błogosławionymi. Od 1 października 2000 r. są świętymi Kościoła.