Piątka Poznańska




"Piątka Poznańska" to pięciu młodych wychowanków oratorium w Poznaniu. Zostali oni zamordowani 24 sierpnia 1942 r. w więzieniu niemieckim, w Dreźnie. Beatyfikowani przez Jana Pawła II w dniu 13 czerwca 1999 r.

Działali w konspiracji. Zostali wykryci i oskarżeni o zdradę stanu jako zdrajcy Trzeciej Rzeszy. Oni jednak nikogo nie zdradzili. Uwięziono ich, ponieważ byli centralnymi postaciami w salezjańskim oratorium na Wronieckiej w Poznaniu, byli liderami katolickiej młodzieży. W więzieniu zachowali spokój i niespotykaną pogodę ducha. Pisane przez nich listy z więzienia pokazują głęboką i niezachwianą wiarę każdego z nich, połączoną z miłością do bliźnich i radością serca.

Ze wspomnień Henryka Gabryela - świadka i towarzysza więziennej tułaczki "poznańskiej piątki":

"Byli zwykłymi chłopcami, pełnymi planów, marzeń, młodzieńczych figli, takimi, jacy wówczas chodzili po poznańskich ulicach, ale wspólne godziny spędzane w salezjańskim oratorium, poznanie księdza Bosko, jego duchowości i systemu wychowawczego opartego na wartościach płynących z wiary sprawiły, że pozbawieni byli buntu, nienawiści.

Kształtowana w nas przez wychowawców miłość i pokora pomogły nam w latach więziennej tułaczki jeszcze bardziej zjednoczyć się z Bogiem i powierzyć Maryi Wspomożycielce. Nie zwątpiliśmy nigdy, nawet w okrutnych warunkach, podczas więziennej gehenny, pozostawaliśmy apostołami księdza Bosko. Nie załamało nas śledztwo, rozdzielenie po różnych celach, terror i uciążliwy głód. Pomimo udręczeń fizycznych, moralnych, stosowanych tortur, gdy tylko drzwi zamykały się za odchodzącym gestapowcem, wracały humor i pogoda ducha. Często współwięźniowie mówili, że jesteśmy jacyś inni i pytali, czy przypadkiem nie jest nam dobrze w więzieniu.

Przez cały czas pozostawaliśmy wierni praktykom religijnym, towarzyszyły nam codziennie salezjańskie modlitwy poranne i wieczorne. Dzień zaczynaliśmy od śpiewania Godzinek, w październiku pamiętaliśmy o różańcu, przed dniami związanymi z uroczystościami ku czci św. Jana Bosko odmawialiśmy nowennę. Rozmyślania Drogi Krzyżowej towarzyszyły nam w Wielkim Poście, a myśli kierowaliśmy wówczas na Mękę Pana Jezusa. Mimo dręczącego nas głodu potrafiliśmy zdecydować się w Wielkim Tygodniu na ścisły post, ofiarowując go w intencji "o Boże zmiłowanie nad nami", odkładając głodowe racje chleba pod materac, by w święta najeść się do syta. Nie przypuszczaliśmy, że chleb ten spleśnieje i trzeba będzie obejść się smakiem.

Gdy tylko było to możliwe, spełnialiśmy te praktyki wspólnie, nie zważając na ironiczne często uwagi współwięźniów. Gdy nie mogliśmy być razem - łączyliśmy się w modlitwach duchowo. U tych więźniów, którzy nie wierzyli, na ustach były złorzeczenia, przekleństwa - straszna była dla nich ta niewola. Nasza wiara i ufność przynosiły nam spokój, pomnażały naszą wiarę i nadzieję On wie, czego nam potrzeba, On nas doświadcza i próbuje - pocieszaliśmy się. Tu w więziennych warunkach odkrywaliśmy się przed sobą, poznawaliśmy wzajemnie swoje charaktery. Dużo dobrego doświadczyłem w tych trudnych czasach ze strony moich kolegów, szczególnie Czesia Jóźwiaka."

Ze wspomnień Stefana Stuligrosza, który znał ich osobiście, gdyż często spotykali się w czasie wojny zarówno w domach jak i w oratorium salezjańskim

"Pochodzili z rodzin prostych, ale o ogromnej kulturze serca. Spotykaliśmy się w zimowe popołudnia u państwa Kęsych. Robiliśmy kawały jego siostrze Irenie, przebieraliśmy się, śpiewaliśmy byle co, byle zapomnieć o grozie sytuacji. Przed godziną policyjną o 21.00 trzeba się było pożegnać, żeby zdążyć do domu. Ale zawsze była na zakończenie krótka modlitwa. Często chodziliśmy na spacery ulicą Szelągowską, brzegiem Warty w śniegu. Radość nas rozpierała - pękaliśmy ze śmiechu.

Wszyscy "łupali w piłę". Kiedy grałem na organach na Wronieckiej, to raz po raz wpadałem do oratorium. Jeszcze działało, ale było ciągle pod obserwacją, bo gromadziła się tam młodzież. Starsi i młodsi - gwar był taki w tej niewielkiej salce, że dziwiliśmy się, jak oni się potrafią zrozumieć. Była cudowna atmosfera. No i cała ta młodzież bardzo "ciągnęła" do Edka Kaźmierskiego. Bardziej nawet niż do Jóźwiaka. Byli uważani za animatorów, cieszyli się ogromnym autorytetem. To się widziało - jak któryś z nich wszedł, to zaraz uspokoił najbardziej krewkich. W oratorium nie było bijatyk, agresywności, jaka często się zdarza wśród dzisiejszej młodzieży. Młodsi chłopcy czuli się pod ich opieką bezpieczni. To było fantastyczne braterstwo…"

Na koniec fragment opinii ks. Tomasza Kaczmarka, wyrażonej się z okazji ich beatyfikacji:

"Można w nich dostrzegać reprezentantów najbardziej ideowej młodzieży, która wyszła ze szkół katolickich z wizją i gorącym pragnieniem ofiarnej służby ojczyźnie we wszelkich możliwych sektorach życia w imię miłości Boga. Z drugiej strony, są oni jednocześnie bardzo przekonującym potwierdzeniem salezjańskiego modelu formacji młodzieży. Odczytanie sensu życia w klimacie bardzo pogłębionego życia religijnego, pobożności maryjnej, wyzwalało w nich nowy entuzjazm i energie do formowania chrześcijańskiego oblicza otaczającej ich rzeczywistości. Ostatnie listy z więzienia, pisane przed egzekucją, odsłaniają zaskakującą wprost głębię ich religijnych motywacji. Jeden z nich, Czesław Jóźwiak, napisał wtedy:

"Właśnie dzisiaj, tj. 24-go, w dzień Maryi Wspomożycielki przychodzi mi rozstać się z tym światem. Wiem, że Maryja, którą całe życie czciłem, wyjedna mi przebaczenie u Jezusa. Przed chwilą wyspowiadałem się i zaraz przyjmę Komunię św. do swego serca. O godz. 8.30, tj. pół do dziewiątej zejdę z tego świata. Proszę was, tylko nie płaczcie, nie rozpaczajcie, nie przejmujcie się. Bóg tak chciał. Szczególnie zwracam się do ciebie, Matusiu kochana, ofiaruj swój ból Matce Bożej Bolesnej, a Ona ukoi twe zbolałe serce. Proszę was bardzo, jeżeli w czym was obraziłem, odpuśćcie mej duszy. Ja będę się modlił za was do Boga o błogosławieństwo i o to, abyśmy kiedyś razem mogli zobaczyć się w niebie. Do zobaczenia się w niebie! – Wasz syn Czesław"

Zainteresowanie życiem i sprawą beatyfikacji tych wychowanków oratorium zawdzięczamy ks. Leonowi Musielakowi, który był naocznym świadkiem ich obiecującej młodości.W roku 1978 ks. Musielak przekazał (w maszynopisie) pierwsze większe opracowanie (Dobrym owocem bohaterska "Piątka"), które stało się następnie podstawą książki Mariana Orłonia pt. Wierni do Końca, Łódź 1984.

Oprac. Bogusława Harden

Strona poświęcona "Piątce Poznańskiej" - wiernidokonca.pl