Jak powstali salezjanie




Od czasu kiedy to ks. Bosko, po odbytej w rodzinnej miejscowości rekonwalescencji, powrócił z Mamą Małgorzatą do Turynu, a przypomnijmy, że było to w listopadzie 1846 roku, jego dzieło rozwijało się coraz prężniej. Ks. Bosko nadal ciężko pracował; katechizował, uczył chłopców czytania i pisania, jeśli trzeba było także zawodu. Naturalnie ciężar całego duszpasterskiego oddziaływania na chłopców spoczywał na nim, a pomagali mu tylko nieliczni, zaprzyjaźnieni z nim księża i klerycy. W roku 1863 powstał pierwsze dzieło ks. Bosko poza Turynem - w miejscowości Mirabello Monrerrato. W roku następnym powstało następne - w Lanzo. W kilka lat później, w roku 1869, powstał trzeci dom dla chłopców w Cherasco, przeniesiony w roku następnym do Varazze...

Ks. Bosko już wcześniej dostrzegał potrzebę stworzenia jakiejś grupy pomocników, którzy pomagaliby mu w pracy z chłopcami, ale wobec takiego rozwoju swojego dzieła, gdzieś głęboko w jego sercu zaczęła się rodzić myśl o utworzeniu jakiejś grupy pomocników, która miałaby stały charakter. Już w lipcu 1849 roku spośród grona starszych chłopców z oratorium wybrał czterech, którzy zdawali się być dobrymi kandydatami na przyszłych księży.

Zaproponował im współpracę, uczył wytrwale przez osiemnaście miesięcy "inwestował" w ich umysły (podobno "raczej oporne"), aby doprowadzić ich do takiego poziomu wiedzy, który pozwoliłby im kontynuować naukę w seminarium. W roku 1851 włożył im, za pozwoleniem arcybiskupa, sutanny. Niestety po dwóch latach wszyscy od niego odeszli - dwóch "porzuciło" sutannę, a dwóch wstąpiło do seminarium diecezjalnego w Turynie. Ks. bosko jednak nie zniechęcał się niepowodzeniami na "polu powołaniowym" i dalej podejmował próby "wypatrzenia" spośród swoich urwisów takich, którzy chcieliby wraz z nim pracować dla dobra "młodzieńczych dusz". Wytrwałość ks. Bosko została nagrodzona, bowiem zaczęła się wokół niego tworzyć grupka zapaleńców, która rokowała duże nadzieje. Byli w tej grupie: Rua, Rocchetti, Francesia, Cagliero, Bonetti. Dnia 3 października 1852 roku uczniowie ks. Bosko Rua i Rocchetti dostali sutanny - później byli pozostali... Grupa ta z czasem systematycznie się powiększała, dlatego też ks. Bosko zaczął myśleć o założeniu zgromadzenia zakonnego - na początku jednak nie zdradzał tej myśli wszystkim; chciał by idea ta dostatecznie dojrzała do tego, by mógł ją przy Bożej pomocy zrealizować. Jak wspomina ks. Rua, podczas trwającej nowenny przygotowującej chłopców do uroczystości św. Franciszka Salezego, dnia 26 stycznia 1854 roku wieczorem, w swoim pokoju ks. Bosko zgromadził swoich współpracowników: Rua, Cagliero, Rocchetti'ego i Artiglia i oznajmił im zamiarze utworzenia...Salezjanów - polecając jednocześnie tę sprawę ich modlitwie oraz prosząc o dyskrecję do czasu rozpoczęcia przez niego formalnych starań dotyczących utworzenia nowego zgromadzenia w Kościele. Czasy ks. Bosko nie były łatwe dla Kościoła... nie tyle nawet ze względów zagrożenia wiary ile ze względów czysto politycznych. Państwo Kościelnego jeszcze istniało i było "przeszkodą" dla małych włoskich państewek dążących do zjednoczenia. W czasach tych panował silny antyklerykalizm i sprzeciw władz dla wszelkich działań ze strony Kościoła, dlatego też ks. Bosko musiał zachować w działaniu pełną roztropność i ostrożność...

W poprzedniej części zakończyliśmy na dniu 26 stycznia 1854 roku, kiedy to ks. Bosko oznajmił swoim zaufanym uczniom (już klerykom) o chęci założenia Zgromadzenia Zakonnego. Swoim duchowym synom chciał nadać miano Salezjanów. Naturalnie miał ku temu swoje powody. Po pierwsze sam żywił szczególne nabożeństwo do św. Franciszka Salezego, Biskupa Genewy; po wtóre jego wielka dobrodziejka, hrabina Barolo, była również czcicielką tego Świętego, a nawet chciała dopomóc w założeniu wspólnoty kapłanów pod wezwaniem św. Franciszka Salezego; po trzecie ks. Bosko chciał dać swoim wychowankom pewien wzór dobroci, łagodności i miłości bliźniego, które stanowią podstawę jego systemu wychowawczego, a których to cnót, jak sam często przyznawał, uczył się od św. Franciszka. W czasie swoich rekolekcji przed święceniami kapłańskimi ks. Bosko zapisał w swoim notatniku: Miłość i dobroć świętego Franciszka Salezego będą mi towarzyszyć na każdym kroku! Oto dlaczego nazwa Salezjanie. Jednakże od zamiaru założenia Zgromadzenia do jego realizacji dzieliła ks. Bosko i jego synów jeszcze długa droga.

Dwóch papieży - Pius IX i Leon XIII - bardzo dobrze rozumieli ks. Bosko i jego zamiary, jednakże przeciwników tych idei nigdy nie brakowało. Pierwszą ważną podróż, podczas której ks. Bosko chciał przedstawić swój projekt założenia Salezjanów, rozpoczął 18 lutego 1858 roku. Udał się do Rzymu, gdzie 9 marca został przyjęty przez papieża. Pius IX polecił mu z życzliwością, aby sporządził projekt konstytucji Zgromadzenia. Nie było to zadanie łatwe, gdyż należało spełnić nie tylko wymagania Kościoła, ale i antyklerykalnego państwa. Między innymi dlatego dopiero w roku 1863, po wielu prośbach i naleganiach, ks. Bosko otrzymał z Rzymu tzw. dekret pochwalny projektu konstytucji. Jednakże był to dopiero początek. W roku 1867 Święty udał się ponownie do Rzymu w sprawie poprawek, które naniesiono do jego projektu konstytucji. Pius IX prosił go także o porozumienie się z biskupem Turynu. Był nim, po śmierci swego poprzednika (a przyjaciela ks. Bosko) Riccardi di Netro, który nie chciał na terenie swojej diecezji żadnego nowego zakonu. Nadto ks. Bosko otrzymał zakaz zatrudniania w swoim dziele kapłanów diecezjalnych, a wychowankowie oratorium nie mogli wstępować do seminarium diecezjalnego w Turynie. Wobec takiej sytuacji ks. Bosko nie pozostawało nic innego jak tylko po raz trzeci udać się do Wiecznego Miasta. Niektórzy odradzali mu tę podróż dostrzegając narastające zewsząd trudności, ale jego odpowiedź była wtedy zawsze taka sama: Będę się modlił do Matki Boskiej... i pojechał. Przeprowadzał rozmowy nie tylko z papieżem, ale i prałatami. Kilku z nich udało mu się przekonać, a jeden za jego przyczyną doznał cudownego uzdrowienia. Ostatecznie dnia 1 marca 1869 roku ks. Bosko otrzymał aprobatę dla Towarzystwa Salezjańskiego, które zostało zatwierdzone dekretem papieskim i przez okres dziesięciu lat mógł on także przyjmować śluby zakonne od swoich uczniów. Dawało to przynajmniej podstawy do dalszych starań.

Ponieważ początki były bardzo trudne - brak wykwalifikowanych nauczycieli w szkołach (już salezjańskich) oraz stałego nowicjatu - dlatego też przeciwników nadal nie brakowało. Jednakże ks. Bosko zdecydował się rozpocząć starania o ostateczne uznanie Towarzystwa Salezjańskiego przez Rzym. Wszystko rozpoczęło się od początku - przekonywanie, rozmowy... Ostateczną decyzję miała podjąć specjalnie powołana do rozpatrzenia tej sprawy komisja złożona z sześciu kardynałów. Jak się okazało decyzja ta nie była łatwa, gdyż trzech spośród nich było za ostatecznym zatwierdzeniem Towarzystwa Salezjańskiego, a trzech było przeciw. O wszystkim rozstrzygnął papież Pius IX oddając swój głos za Salezjanami. Było to 31 marca 1874 roku. Jednakże pełną aprobatę Zgromadzenie uzyskało dopiero w dziesięć lat później za pontyfikatu Leona XIII. Taka (w skrócie naturalnie) jest historia powstania i oficjalnego zatwierdzenia Salezjanów. Tak więc trwają miłość i dobroć świętego Franciszka Salezego, a wraz z nią Salezjanie.

Salezjanie w Polsce

Zgromadzenie Salezjańskie przybyło na ziemie polskie pod koniec XIXw. Od początku zakładają szkoły i prowadzą domy dziecka. Zmiany po II wojnie światowej ograniczyły możliwości pracy salezjanów do działalności parafialnej. Upadek systemu socjalistycznego pozwolił na nowo rozpocząć działalność wychowawczą poprzez prowadzenie szkół, domów wychowawczych, świetlic terapeutycznych, organizacji sportowych.

Towarzystwo Salezjańskie, powołane do istnienia przez charyzmatycznego kapłana, ks. Jana Bosko, turyńskiego apostoła młodzieży z drugiej połowy ubiegłego stulecia, rozwinęło się w sposób, który zadziwiał współczesnych - zarówno jego sympatyków jak i zagorzałych przeciwników, a dla niego samego stanowił niepodważalny argument woli Opatrzności. Obecnie jest to jedno z największych męskich zgromadzeń zakonnych w Kościele. W roku 1876 ta nowa wspólnota zakonna (powstała w 1859) liczyła już 330 członków. W roku 1887 (tzn. na rok przed śmiercią ks. Bosko) zgromadzenie liczyło 1049 salezjanów.

Gdybyśmy szukali dzisiejszego odpowiednika tak gwałtownego wzrostu, jedynie dzieło Matki Teresy z Kalkuty, dałoby się porównać z ekspansją wychowawcy z Turynu i rozmiarami jego przedsięwzięcia. W zestawieniu tych dwóch wybitnych postaci, jakimi mogła się cieszyć wspólnota Kościoła, zwraca uwagę obok oczywistych różnic, pewien zasadniczy rys wspólny. Zostali obdarzeni przez Ducha świętego szczególnym charyzmatem wrażliwości na ludzkie cierpienie, powodowane najczęściej przez materialne ubóstwo. Dlatego też ubóstwo i jego konsekwencje, którymi są m.in. opuszczenie, samotność, bezradność, brak perspektyw na życie, wskazywało na charakter i pola apostolskiego zaangażowania, inspirowanego chrześcijańską miłością. Salezjanie przybyli do Polski w roku 1898. Pierwszy otwarty przez nich dom to szkoła zawodowa dla chłopców w Oświęcimiu. Zgromadzenie w Polsce rozwijało się bardzo prężnie, bo już w roku 1933 następuje podział na dwie prowincje zakonne, a liczba współbraci-Polaków osiąga 571. Po drugiej wojnie, która pozbawiła życia lub rozproszyła po świecie ok. 300 salezjanów polskich, zgromadzenie rozwija się bardzo dynamicznie, w roku 1979 (kolejny podział, tym razem na cztery prowincje z siedzibami w Pile, Warszawie, Wrocławiu i Krakowie) liczba współbraci wynosi 938. Na stulecie przybycia salezjanów do Polski jest ich ok. 1200.

Po okresie komunizmu, gdzie jedyną możliwością pracy była praca w parafiach, pojawiają się nowe pola i perspektywy pracy. Wróciliśmy do specyficznej dla nas pracy wychowawczej wśród młodzieży. Powstały liczne różnego typu ośrodki kształcenia i wychowania, takie jak szkoły różnego rodzaju i stopnia, bursy, internaty, ośrodki wychowawcze. W grudniu 1997 roku na 185 szkół katolickich w Polsce - 31 prowadzili salezjanie. Włączamy się w pracę wydawniczą, mamy swój wkład na polu misji zagranicznych, jesteśmy obecni na katolickich wyższych uczelniach.

Z charyzmatem i początkami historii zgromadzenia łączy nas wola dochowania wierności Założycielowi i jego misjonarskiej pracy wśród młodzieży. Wciąż aktualne jest jego hasło "Daj mi dusze, resztę zabierz" - dziś nabiera ono swej nowej aktualności, a jak się wydaje ciągle czekają na nas nowe rzesze młodzieży zagubionej i potrzebującej.

Między wojnami

Salezjanie, nie czekając na ostateczne zakończenie wojny, wykorzystali sprzyjającą sytuację w Królestwie Polskim i za pośrednictwem ordynariatu kieleckiego przyjęli 5 II 1918 r. ochronkę św. Antoniego i parafię w Kielcach. W walczącej jeszcze o swe granice Polsce otwierano kolejne placówki. I tak w 1919 r. powstały: Klecza Dolna nowicjat; Aleksandrów Kujawski - szkoła średnia i duszpasterstwo; Warszawa - szkoła rzemieślnicza i duszpasterstwo; Kraków - oratorium; Różanystok - gimnazjum, szkoła rzemieślnicza, internat i parafia.

Po zakończeniu wojny, dekretem przełożonego generalnego z 27 XI 1919 r., utworzona została inspektoria polsko-jugosłowiańska św. Stanisława Kostki z siedzibą w Oświęcimiu. Po wyłączeniu z niej domów słoweńskich i utworzeniu 18 XI 1922 r. jugosłowiańskiej wizytatorii św. Cyryla i Metodego, siedzibę prowincji św. Stanisława Kostki przeniesiono do Warszawy. Inspektorem zarówno przed, jak i po podziale był ks. Piotr Tirone.

W niepodległej Polsce starania inspektora o zatwierdzenie państwowe Towarzystwa Salezjańskiego zostały zakończone pomyślnie. Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego dnia 15 V 1922 r. zatwierdziło Statut Zgromadzenia. Legalizacja państwowa miała pierwszorzędne znaczenie dla inspektorii polskiej, która uznana za osobę prawną, mogła nabywać, posiadać i rozporządzać dobrami ruchomymi i nieruchomościami. Miało to istotne znaczenie dla organizowania nowych i funkcjonowania dotychczasowych placówek salezjańskich. Do 1933 r. przybyło dalszych 20 placówek, podczas gdy w 1922 r. było ich 12.

Przy tak szybkim rozwoju doszło 16 XII 1933 r. do podziału Zgromadzenia w Polsce na dwie inspektorie: północną św. Stanisława Kostki i południową św. Jacka. Liczyły one wówczas 32 placówki, w których pracowało 500 salezjanów.

Salezjanie, otwierając w Polsce kolejne ośrodki, wnosili doświadczenia i dorobek całego Zgromadzenia w zakresie różnych rodzajów i form pracy wychowawczej. Pewne formy pracy eksponowali jako zasadnicze, inne prowadzili ubocznie.

Szkoły zawodowo-rzemieślnicze. Salezjanie od początku zakładali szkoły kształcące w zawodzie. Było to uzasadnione potrzebami młodzieży najbiedniejszej i kraju wyniszczonego latami niewoli. Do 1939 r. uruchomili 9 szkół zawodowo-rzemieślniczych: Oświęcim, Przemyśl, Warszawa, Kielce, Łódź, Różanystok, Dworzec, Wilno i Kraków (ul. Rakowicka 27). Kształciły one samodzielnych rzemieślników lub wykwalifikowanych pracowników na potrzeby przemysłu. Charakteryzowały się różnorodnością nauczania zawodów. Najczęściej w jednym zakładzie prowadzono kilka działów. W większości szkoły te posiadały prawa szkół państwowych. Niektóre uzyskały rangę gimnazjów zawodowych (Gimnazjum Mechaniczne w Łodzi, Gimnazjum Graficzne w Warszawie, Gimnazjum Mechaniczne w Oświęcimiu). Wielką popularność zyskała muzyczna szkoła dla organistów w Przemyślu, która była ewenementem salezjańskim nie tylko w kraju, ale i na świecie.

Gimnazja i licea ogólnokształcące stanowiły ważne pole pracy salezjanów w latach międzywojennych. Były one silnym ośrodkami swoich regionów. Reprezentowały wysoki poziom, a niekiedy były placówkami wzorcowymi w szkolnictwie. Realizowały program ministerstwa oświaty i posiadały prawa państwowe. Do pracy w gimnazjach Zgromadzenie kierowało salezjanów o najlepszym przygotowaniu humanistycznym. Braki personalne uzupełniano siłami świeckimi.

Małe seminaria duchowne. Pod względem nauczania małe seminaria zbliżone były do wyżej opisanych gimnazjów. Były one źródłem powołań duchownych i salezjańskich, dlatego zwracano na nie szczególną uwagę. Do wybuchu II wojny działało ich w Polsce pięć. Dwa (Daszawa i Ląd) prowadzone były dla tzw. synów Maryi, małe Seminarium w Reginowie miało za zadanie odkrywać i kształtować powołania misyjne. Inne seminaria funkcjonowały w Pogrzebieniu na Śląsku i w Jaciążku na Mazowszu.

Internaty. Z placówkami oświatowymi związane były internaty, z których korzystała kształcąca się młodzież zamiejscowa. W 1939 r. prowadzono ich 16. Internaty salezjańskie kierowały się ujednoliconym regulaminem, a zasadniczą metodą pracy pedagogicznej była tzw. asystencja wychowawcza.

Zakłady wychowawcze. Kolejną formą pracy salezjanów były zakłady wychowawcze, sierocińce i domy dziecka. Ich nazwa i charakter były uzależnione od aktualnych miejscowych potrzeb. Mieszkali w nich chłopcy bezdomni, sieroty wojenne, dzieci repatriantów i młodzież zaniedbana. Wychowankowie w różnym wieku uczęszczali do szkół publicznych na naukę zawodu, a niekiedy na miejscu mieli organizowaną naukę z zakresu szkoły powszechnej. Liczba tego typu ośrodków w 1933 r. wynosiła sześć, a w 1939 r. już jedenaście.

Oratoria. Formą pracy wychowawczej szczególnie uprzywilejowaną przez ks. Bosko były oratoria. W Polsce pod koniec lat trzydziestych istniało ich tylko kilkanaście. Nie odegrały one znaczącej roli.

Parafie. Salezjanie pracowali także w duszpasterstwie parafialnym. Podejmowali tego rodzaju dzieła z myślą o przyszłym dziele wychowawczym. Chociaż generalnie dominowała zasada organizowania szkół i zakładów wychowawczych typu zamkniętego, prawie każda placówka prowadziła duszpasterstwo wśród miejscowej ludności.

Druga wojna światowa sparaliżowała pracę w 46 placówkach, w których pracowało 645 salezjanów.

II Wojna Światowa

Proces liczebnego przyrostu różnego typu "dzieł" salezjańskich i umacniania się obecności nowego zgromadzenia na naszych ziemiach z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej musiał ulec gwałtownemu zahamowaniu. Placówki i poszczególni współbracia wbrew własnej woli zostali włączeni w wojenną zawieruchę, która przyniosła niemal wszędzie duże straty materialne, zmusiła do zaprzestania lub znacznego ograniczenia dotychczasowej działalności, często stawiała w obliczu zagrożeń, wobec których najważniejszym osiągnięciem stawało się ocalenie życia własnego i życia bliskich osób. Po wrześniowej panice, która spowodowała w pierwszym odruchu exodus w kierunku granicy wschodniej, wielu salezjanów wróciło do swoich dawniejszych siedzib, starając się przetrwać czas niezwykle ciężkiej próby, z zachowaniem tych funkcji i posług, które dało się utrzymać. Historyczne zapisane wspomnienia m.in. ks. J. Ślósarczyka są cząstką obrazu wojennego koszmaru, natomiast większość klęsk, a zwłaszcza indywidualnych i zbiorowych cierpień, musiała pozostać nieznana.

Jak inne zgromadzenia zakonne i diecezje, tak i salezjanie musieli złożyć swoją daninę krwi. Już w listopadzie 1939 roku gestapowcy rozstrzelali w Górnej Grupie 5 salezjanów zabranych z Aleksandrowa. Największą grupę ofiar wchłonęły obozy koncentracyjne (Dachau, Działdowo, Gross-Rosen, Mauthausen, Neuengamme, Oświęcim, Stutthof); znaleźli się w nich m.in. współbracia krakowscy w liczbie 13, z których ocalał jeden. Stosunkowo niewielką grupę (6) stanowią tzw. ofiary wojny. W sumie 62 salezjanów - księży i braci koadiutorów - poniosło w tamtych latach śmierć, która miała wszelkie oznaki męczeństwa.

Nie wszystkie okoliczności, dotyczące zwłaszcza ostatnich chwil skazanych, udało się ustalić. Z przechowanych fragmentarycznych informacji wynika, że nasi współbracia zachowali się godnie w tym czasie wielkiego poniżenia i udręki. Niektórzy zapisali się mocniej w pamięci towarzyszy niedoli, składając dobre świadectwo o swojej wierności wobec krzyża. Do tych ostatnich należał m.in. męczennik Oświęcimia, dziś Sługa Boży, młody kapłan ks. Józef Kowalski, który hasło: "Cierpieć i być wzgardzonym" uczynił swoją dewizą życiową. Po męczeńską koronę sięgnęła także "Poznańska Piątka" - pięciu młodych wychowanków poznańskiego Oratorium, zgilotynowanych w Dreźnie w lipcu 1942 roku.

Po wojnie

Po II wojnie światowej salezjanie podjęli trud odbudowy obydwu polskich prowincji. Najpierw skupili wysiłki na wznowieniu działalności domów przedwojennych. Jeśli decydowano się na otwarcie nowych placówek duszpasterskich, to oceniano proponowane obiekty pod kątem przydatności do pracy wychowawczo-dydaktycznej.

Po zmianie granic państwowych stan prowincji zmniejszył się o 11 placówek na wschodzie, ale otwierały się nowe możliwości pracy na Ziemiach Odzyskanych. Do inspektorów napływały oferty i prośby o podjęcie pracy duszpasterskiej i wychowawczej od władz kościelnych i państwowych. Tymczasem salezjanie borykali się z problemami personalnymi. W chwili zakończenia wojny stan personalny zmalał o 114 osób. Ponad 200 żyło w rozproszeniu w kraju i za granicą. W 1945 r. zaczęły już pracować wszystkie przedwojenne salezjańskie ośrodki wychowawcze.

Rozwijająca się żywiołowo salezjańska działalność oświatowa przeżywała swój największy powojenny rozwój w roku szkolnym 1947/1948. Później organizowane były jedynie niższe seminaria duchowne o programie gimnazjów. Erygowano je przy średnich szkołach ogólnokształcących albo zastępowano nimi powyższe szkoły, gdy władze odbierały im prawa państwowe. Niestety, nie udało się tym sposobem uratować niższych seminariów: dnia 3 VII 1952 r. zostały przez władze państwowe zlikwidowane, a ich majątek upaństwowiono.

W procesie likwidacji szkół prywatnych komunistyczne władze unikały gwałtownych posunięć, starając się zachować pozory prawa. Narzucały szkołom prywatnym własny personel, usiłowały zawiązywać organizacje polityczne, jak np. Związek Młodzieży Polskiej. Przeprowadzane wizytacje miały wykazać właścicielowi szkoły braki, takie jak: niski poziom naukowy, nielojalność personelu wobec władz szkolnych i zacofanie w pracy wychowawczej. Cel był oczywisty: wszystkie te działania zmierzały do likwidacji lub upaństwowienia placówek prywatnych tego typu.

Pierwszą zlikwidowaną w czerwcu 1949 r. salezjańską placówką oświatową była Średnia Szkoła Graficzna w Warszawie. W roku 1949 upaństwowiono jeszcze kolejne dwie szkoły, w 1950 r. - dwie; 1951 r. - jedną; 1952 r. - osiem; 1954 r. - dwie; 1955 r. - jedną; 1962 r. - dwie; 1963 r. - jedną.

W miarę likwidacji szkół przełożeni zmuszeni byli szukać nowych możliwości zatrudnienia salezjanów z placówek likwidowanych. Angażowano ich głównie do duszpasterstwa parafialnego. Z biegiem czasu ustaliły się pewne priorytety w oddziaływaniu duszpasterskim w parafiach. Główny nacisk położono na pracę katechetyczną, służbę liturgiczną, animację powołaniową, duszpasterstwo rodzin, oazy, ruch "Światło Życie" , odnowę w Duchu Świętym. Salezjanie wnieśli duży wkład w katechizację dzieci i młodzieży. Ksiądz Wincenty Zaleski, salezjanin, wydał dwutomowe opracowanie tematów katechez, którym przez wiele lat posługiwali się polscy katecheci. Naukowe opracowania z zakresu katechetyki przygotowali dwaj inni salezjanie: ks. Mieczysław Majewski i ks. Roman Murawski.

Troską polskich salezjanów w ciągu tych minionych stu lat było odnalezienie własnej tożsamości w zmieniających się warunkach politycznych i dążenie do dawania odpowiedzi na potrzeby czasu. W tych wysiłkach adaptacyjnych można dostrzec ciągłe poszukiwanie najbardziej właściwych form działalności, stosownie do warunków oraz umiejętność przestawiania się z jednego rodzaju pracy na inny w miarę zapotrzebowania społecznego. Czasy obecne stwarzają ogromne możliwości pracy dydaktycznej i ciągłego jej pomnażania.